Szukając najbardziej ikonicznego superbohatera ciężko nie pomyśleć o Supermanie. To on ze względu na swoją prostotę imienia oraz specjalnych zdolności i ich genezy naturalnie przyjmuje rolę praojca wszystkich komiksowych herosów. Jednakże poprzez mnogość filmów i seriali, a także ich marketing Batman wydaje się go powoli detronizować. Widziany był już we wszystkich możliwych odsłonach i nie zdziwiłbym się, gdyby można gdzieś było znaleźć nawet przedstawienie teatralne oparte na tej postaci. Jego kolejne wcielenia okazywały się czasem lepsze, czasem gorsze, więc jak wypada tym razem – w wersji ludzika LEGO?

batman-1
Warner Bros. Animation

Postać małego plastikowego Batmana po raz pierwszy na srebrnym ekranie mogliśmy poznać trzy lata temu za sprawą filmu LEGO® PRZYGODA, a jeszcze wcześniej w serii gier poświęconej jemu oraz pozostałym członkom uniwersum tworzonego od dekad przez DC Comics. O ile gry przedstawiają lekko komiczną i infantylną wersję detektywa starając się trzymać ram świata, o tyle pierwszy film pozwolił sobie na dużo bardziej komediowe ujęcie bohatera, który był tylko dodatkiem fabularnym. Wystarczyło to jednak by człowieka-nietoperza do bólu polubić. I tutaj pojawia się dobra wiadomość: reżyser Chris McKay twardo trzyma się konwencji sprzed trzech lat wymyślonej przez Phila Lorda i Chriophera Millera, a nawet pcha ją dalej w stronę rozkosznego absurdu wykorzystując największą zaletę LEGO: prawa do prawie każdej istniejącej franczyzy.

Jaki ma to efekt dla produkcji? Żeby nie zdradzać fabuły stwierdzę krótko: ten film to mokry sen każdego współczesnego geek’a. Aluzja goni aluzję, nawiązania się prześcigają i co chwila twórcy puszczają do nas oko z ekranu. Trwa to od samego początku seansu aż do jego ostatnich minut. Chylę czoła, że udało się zamieścić tutaj tylko podtekstów i odniesień zachowując spójność fabularną i nie męcząc tym widza. Będąc na sali kinowej miałem porównanie: kiedy śmieje się najmłodsza część widowni, kiedy ich rodzice, kiedy moja znajoma będąca ogólnie zaznajomiona z tematyką, a kiedy ja – nerd absolutny. W większości tego typu filmach widać wyraźne rozgraniczenie: te żarty przeznaczone są dla dzieci, te dla ich opiekunów. W tym przypadku również można było to zauważyć, jednak znaczna część gagów skomponowana została w ten sposób, że bawiła wszystkich, ale z różnych powodów.

batman-2
Warner Bros. Animation

Otrzymujemy więc satyrę zarówno na relację bohater-przestępca, ale również na współczesną popkulturę, przeszłe odsłony przygód najlepszego detektywa na świecie oraz prawie każde uniwersum, do którego LEGO miało prawo się odnieść. Wszystko to przeplatane jest trafnie dobranymi utworami muzycznymi i utrzymane w konwencji, która sugeruje nam, że to tylko dziecięca zabawa. Ciężko doszukać się większych wad, poza tak prozaicznymi, że osoby dobrze zaznajomione ze wszystkimi franczyzami do których nawiązywano wyniosą z seansu więcej od pozostałych. W żadnym przypadku nie oznacza to jednak, że pozostali wyjdą z kina niezadowoleni, ponieważ, jak wspominałem, udało się zmieścić tak dużo treści, że każdy znajdzie coś dla siebie.

Jak zatem wypadł polski dubbing – w mojej opinii zmora większości animacji? Otóż bardzo miło zaskakuje. Aktorzy głosowi zostali trafnie podobierani do swoich ról i wyraźnie rozumieli kontekst i zamysł nagrywanych wypowiedzi. Nie dokonam porównania wersji rodzimej z oryginalną, ponieważ tej drugiej nie było mi dane zobaczyć, ale fanatycy wykonań anglojęzycznych nie powinni obawiać się tego, jak potraktowano adaptowanie ścieżki dialogowej do polskiej dystrybucji. Warto oglądać bez zbędnego czekania na dostęp do pierwowzoru.

batman-3
Warner Bros. Animation

Zbierając te wszystkie myśli w jedną całość nasuwa się jedno pytanie: dlaczego dopiero w 2017 roku otrzymujemy tak dobrego i satysfakcjonującego Batmana od Warner Bros., skoro najważniejsza jego premiera od tej wytwórni miała miejsce w 2016? Czyżby był to sposób na przeprosiny za poprzednie błędy i potknięcia, a także obietnica poprawy na przyszłość? Miejmy taką nadzieję, ponieważ LEGO® BATMAN: FILM nie jest produkcją, na którą WB zasłużyło, ale zdecydowania taką, jakiej potrzebowało i o jakiej wszyscy fani osieroconego miliardera z nietypowym hobby mogli dotychczas marzyć.

6star

Reklamy