Zdecydowanie nie był to mój ulubiony film o Brytolach w Indiach (wink wink Second Best Exotic Marigold Hotel). Ale nie był to film zły.

Viceroy’s House opowiada dwie historie. Główna historia skupia się na rodzinie Mountbattena – ostatniego Viceroya (poniekąd zarządcy, również zwanego wice-królem) Indii z ramienia brytyjskiej rodziny królewskiej. Postawiony przed trudnym zadaniem przekazania władzy nad krajem jego mieszkańcom, jednocześnie starając się zadowolić wszystkie trzy główne religie – muzułmanów, hindusów i sikhów. Film skupia się na okresie niecałego roku, w którym główny bohater prowadził negocjacje z przedstawicielami religijnymi i brytyjskimi politykami, próbując znaleźć rozsądne rozwiązanie konfliktu islamsko-hinduistycznego. Nie trzeba znać historii, by bez problemu zrozumieć wydarzenia pokazane w filmie. Wszystko przedstawione jest dość prosto, łącznie z pokazywaniem dwóch map koło siebie, jakby ich znaczenie nie zostało uprzednio wytłumaczone w rozmowie. Niestety, jako widz miałam wrażenie, że założono iż jestem raczej głupia i wszystko trzeba mi pokazać. Osobiście bardzo nie lubię tego typu zabiegów, zabierają mi okazję do przemyśleń i małej zgadywanki.

BBC Films

Druga historia opowiada o miłości między dwoma pracownikami domu Mountbattenów. On – były policjant, oddany idei niepodległych Indii. Ona – muzułmanka oczekująca powrotu narzeczonego z wojny w Europie, opiekująca się schorowanym ojcem, mocno skupiona na tym, co według prawa i oczekiwań powinna z życiem zrobić. Związek jest dość sztuczny, miłość nieco wyproszona (na początku jednostronna, nawet można powiedzieć, że prześladowcza) z aktorami bez żadnej chemii na ekranie. A szkoda, bo mogło być ciekawie. Jeszcze nie widziałam, by ktoś próbował opowiedzieć historię niepodległości Indii i powstania Palestyny poprzez romans pracowników domu bogatych Brytoli. Oglądałabym.

BBC Films

Przez cały czas trwania filmu walczyłam z lekkim znużeniem. Wiele scen jest dośc długich, przegadanych. Nadrabia trochę obrazem, ładnymi widokami i przemyślanymi kostiumami, które dość wierutnie oddają charakter tamtych czasów.

W momencie zwrotnym – masakrze w pociągu zmierzającego z Indii to Palestyny – obraz nabiera niesamowicie personalnego charakteru. Ciężko to wytłumaczyć, ale miałam wrażenie, że nagle historia służki/kochanki nabiera koloru i emocji. Jak się później okazało, inspiracja do postaci i jej losów została zaczerpnięta z prawdziwych wydarzeń, jakie spotkały babcię reżyserki. Z pewnością jest to ciekawe, jednak aż tak zauważalna zmiana w  perspektywie wydaje się nieco nieprzemyślana i przypadkowa. Nie byłam zachwycona.

Jeśli chodzi o grę aktorską moja opinie są dość podzielone.  Hugh Bonnaville jako Lord Mountbatten był dość mocny, widać inspirację czerpaną z oryginalnych nagrań. Jego żona, Edwina, grana przez Gilian Anderson robi wrażenie, choć nieco za bardzo przypomina rolę Claire Foy z The Crown. Neeraj Kabi gra Ghandiego. I nie mam nic pozytywnego do powiedzenia na ten temat. Przerysowany, i tyle. Jak wcześniej wspomniałam, pomiędzy hinduską parą (Manish Dayal i Huma Qureshi) nie ma chemii, nie są przekonujący.

Znalezione obrazy dla zapytania viceroy's house film
BBC Films

Film zawiera w sobie nieco tego typowego brytyjskiego humoru, porównując bójki między pracownikami muzułmańskimi i hindi do typowej soboty w Glasgow (tak bardzo prawdziwe) i zwyczajnie wyśmiewając podział majątku pomiędzy Indie i Palestyne (Indie dostały wszystkie dzieła Jane Austin i tubę, Palestynie przypadł róg francuski i duża patelnia).

Nie był to film wysokich lotów, zdecydowanie ucierpiał na kiepskim castingu. Jednak jak już wspomniałam, nie był to film zły. Do obejrzenia na raz.

3star

Reklamy