Na wstępie zastrzegę – zdecydowanie nie jestem ekspertem od tematów japońskich. Nigdy nie interesowałem się mangą, a moja doświadczenia z anime kończą się na Hayao Miyazakim. Czyli jestem jak większość widzów, którzy obejrzą amerykańską wersję Ghost in the Shell ze Scartlett Johansson. Na kilka dni przed jej premierą mogę w ciemno strzelić, że pierwsza adaptacja mangi Masamunego Shirowa jest zupełnie innym filmem. To nie tylko fabularna opowieść o agentce-androidzie podążającej śladem tajemniczego terrorysty. Pod cienką warstwą fabuły kryje się filozoficzny traktat o transhumaniźmie, stawiający pytania o naturę człowieka, jego definicję i faktyczne inklinacje dualizmu duszy i ciała.

W roku 2027 hybrydy biotechnologiczne są powszechne. Major Masoko Kusanagi jest niemal w całości maszyną zbudowaną z komponentów biomechanicznych. Tym, co czyni ją androidem, jest ludzki mózg, sytuujący ją formalnie pośród ludzi, nie maszyn. Kusanagi jest członkiem Sekcji 9, oddziału specjalnego mierzącego się z cyberprzestępcą zwanym Władcą Marionetek, dokonującego hakowania umysłów na potężną skalę. Film jest stosunkowo krótki, a fabuła faktycznie jedynie punktem wyjścia do stawiania pytań natury filozoficznej, toteż nie warto odkrywać tu zbyt wielu jej aspektów.

gits-post-1
The Vault

Kusanagi nie jest maszyną w rozumieniu właściwych przedstawionemu światu praw. Posiada pewną esencję, ducha, co czyni z niej człowieka. W jaki sposób jednak jesteśmy w stanie stwierdzić, że to właśnie ta esencja jest wyraźną granicą między człowiekiem a maszyną? Czy esencja jest wyłącznym atrybutem człowieczeństwa i może być podstawą stawiania granicy? A przede wszystkim, co stanie się, jeśli maszyna będzie w stanie wytworzyć duszę i czy uznamy ją wtedy za człowieka? Zbyt wiele pytań zostaje niestety postawionych wprost, za pomocą kwestii wypowiadane przez Kusanagi. Nie ujmuje to jednak wadze owych kwestii – Kusanagi i Władca Marionetek przeglądają się w sobie jak w lustrze, stając po jego dwóch stronach, uosabiając różne wizje dążenia do formy perfekcyjnej. To nie jest proste ostrzeżenie przed przyszłością i sztuczną inteligencją, a próba zgłębienia teoretycznej natury sztucznej inteligencji. Tego, do czego może dążyć, czego pragnąć i co może… czuć.

Ghost in the Shell jest jak biblia cyberpunku. Wszystkie elementy tego nurtu tworzą tu mieszankę w celu postawienia ostatecznego pytania – kim jest człowiek. Wychowałem się na Matriksie i jak każdy, kto kiedykolwiek zobaczył oba filmy, w Ghost in the Shell odnalazłem nie korzenie czy inspirację, a całe elementy wykorzystane przez Wachowskich. Jakkolwiek pewne fragmenty żywcem zostały przeniesione do Matriksa (sposób łączenia się Kusanagi z systemem, hakowanie umysłu, motyw zielonych cyfr), świadczy to raczej o jakości pierwszego, a nie li tylko o wtórności tego drugiego. Przykłady można mnożyć, ale doszukiwanie się podobieństw to całkiem niezła zabawa. Właściwie ciekawi mnie, dlaczego aż tyle lat musiało minąć, by kultowy japoński pierwowzór znalazł się w Hollywood. Nie mam tu na myśli tylko popularności Matriksa, ale i filmy typu A.I. Sztuczna Inteligencja czy Ja, Robot, w mniejszym lub większym stopniu poruszające się w kręgach pytań o naturę sztucznej inteligencji i organizacji społeczeństwa przyszłości.

yjodx
Vice.com

Dzieło Mamoru Oshii’ego to uczta wizualna, przykład bardzo twórczego zastosowania animacji komputerowej w „dorosłym kinie”, gdy Amerykanie w tym samym czasie stworzyli przy jej pomocy Toy Story. Nie jestem wielkim fanem anime, ale mroczny klimat filmu i przeplatanie elementów fabularnych po prostu imponującymi ujęciami miasta przyszłości są naprawdę urzekające, zwłaszcza wzmocnione muzyką Kenji’ego Kawai’ego. Jest to jednakże film kilku braków. Przede wszystkim kolejne warstwy historii są nam przedstawiane przez postaci, choć mogłyby zostać prowadzone subtelniej. Pozostaje nam odszukiwanie istotnych odniesień, jak cytaty ze św. Pawła, mimo wszystko brakuje tu trochę miejsca na inicjatywę widza. Oprócz tego mamy na nią po prostu zbyt mało czasu. Faktycznie fabuła trwa około 70-75 minut. To wystarczająco, by spójnie doprowadzić historię do końca, chciałoby się jednak poznać nieco lepiej świat przyszłości.

Ghost in the Shell zdecydowanie nie jest filmem dla każdego. Przede wszystkim forma anime może być zniechęcająca i znam osoby, które nawet najlepszej produkcji nie przyswoją ze względu na aspekt wizualny. Nie zgadzam się natomiast z dość powszechną opinią, że to film trudny. Podstawowa interpretacja nie wymaga od widza niczego ponad uważne oglądanie i wsłuchiwanie się w kwestie bohaterów. To pozycja obowiązkowa światowego kina sci-fi, która zapewne nie raz powróci przy okazji etycznych i moralnych dyskusji w przyszłości. Jak najbardziej polecam i to przed spotkaniem ze Scarlett Johansson.

5tar

Reklamy