„Opuszczam Amerykę – byłem tam pięć lat (…) portfel cały wypchany dolarami”. W taki właśnie sposób zarówno my, jak i reszta świata przyzwyczaiła się postrzegać Krainę Wielkich Możliwości. To kwintesencja amerykańskiego snu, która w skrócie mówi, że nawet jeżeli jesteś mały, ale potrafisz ciężko pracować, przepoczwarzysz się w kogoś wielkiego. Z obecnym stanem tej legendy, USA jest rozliczane przez Andreę Arnold w American Honey, który dotarł do nas po prawie roku z ostatniego Cannes, gdzie wypracował nagrodę jury. Jako bardziej przeciętny widz postanowiłem zweryfikować ich decyzję.

american honey 3
Film4

Cała fabuła przypomina klasyczny film drogi. Poznajemy Star, około dwudziestoletnią dziewczynę z trudnej rodziny, która ma na głowie młodsze rodzeństwo. Za namową przypadkowo poznanego Jake’a postanawia wyruszyć w podróż przez cały kraj, by wraz z grupą rówieśników zarabiać na siebie sprzedając prenumeraty czasopism, chodząc od domu do domu w kolejnych miastach. I ta konwencja utrzymana jest przez cały film, co może miło zaskoczyć tych, którzy jak ja myśleli, że znają całą historię po obejrzeniu samego zwiastuna. Towarzyszy nam więc wiele amerykańskich krajobrazów, ale niekoniecznie tych znanych, ze stanów takich jak Oklahoma, Missouri, Północna Dakota czy Kansas. Stanowią one pojemne płótno, które pani reżyser zapełnia dosyć naturalistycznym obrazem zachodniego społeczeństwa. W kadrach nie brakuje kontrastu pomiędzy biedniejszą, a bogatszą klasą społeczną, narkotyków, seksu, alkoholu, i przemocy w rodzinie.

Wszystko to ukazane jest w dosyć nietypowym formacie 1.37:1 i bez steadycama, przez co mamy wrażenie, że oglądamy prywatny film z wakacji. Większość scen kręcona jest tylko przy użyciu naturalnego światła, dzięki czemu ten efekt jest tylko pogłębiany. Na szczególną uwagę zasługują tutaj sceny erotyczne, które wyglądają bardzo realistycznie jednocześnie stroniąc od nagości. Ruchy kamery ciężko przyrównać do czegokolwiek i mam wrażenie, że pozwalano sobie na wiele eksperymentów podczas zdjęć, ale traktuję to jako zaletę, ponieważ budzi zainteresowanie ze strony widza. Klimatu zdecydowanie dodaje również ścieżka dźwiękowa, złożona głównie ze współczesnych utworów popkulturowych takich wykonawców jak Rihanna, Juicy J czy Ciara.

american honey 1
Film4

Najbardziej jednak przyciąga obserwacja grupy bohaterów, z którymi podróżuje Star, będąca poniekąd naszymi oczami i uszami w przedstawianej rzeczywistości. Ponieważ charakter ich pracy skazuje wszystkich na ciągłe zmienianie miejsca pobytu i nie stwarza wielu okazji do utrzymania dłuższej interakcji z jednym otoczeniem, przedstawieni są trochę na podobieństwo plemienia. Specyficzne zachowania, które sobie wykształcili, własne tradycje i małe uroczystości obchodzone przy ognisku dodatkowo to podkreślają. Najlepiej jednak ogląda się ich podczas jazdy vanem, kiedy prowadzą zwyczajne rozmowy na każdy możliwy temat. Te dialogi, to najbardziej autentyczne kino jakie można sobie wyobrazić. Jedynym, akceptowalnym dla mnie, wytłumaczeniem tego efektu jest ogromna ilość całkowicie improwizowanych scen, które później zostały zręcznie zmontowane. Oglądając ich wierzymy w to co mówią, kim są i czujemy się jak pasażer siedzący obok nich.

I tutaj możemy przejść do aktorskiej strony, która bardzo zadowala. Większość obsady widziałem po raz pierwszy, więc ciężko mi ocenić, czy pochwała należy się im, czy może dobierającym na castingu. Dla Sashy Lane, który wciela się w główną rolę był to całkowity debiut i mam nadzieję, że zobaczymy ją jeszcze nie raz w innych kreacjach, które pozwolą nam ocenić czy dobrze gra, czy może została tylko dobrze obsadzona. Shia LaBeouf, którego coraz częściej możemy spotkać w niezależnym kinie, wypada prawidłowo, wcielając się w postać Jake’a – niepokornego lidera sprzedawców, który wprowadza Star w szczegóły ich fachu. Brakuje mu jednak czegoś, czym mógłby się wyróżnić na tle pozostałych, przez co trochę wtapia się w tło całego filmu. Na uznanie zasługuje również Riley Keough, która odgrywa Krystal – bezwzględną szefową organizującą całe przedsięwzięcie.

american honey 2
Film4

Pomimo wszystkich wymienionych zalet American Honey nie jest jakimś wyczekiwanym mesjaszem kinematografii i nie każdemu przypadnie do gustu. Czytając komentarze i recenzje dostępne w internecie często można natrafić na hasło „zmarnowany potencjał”. Domyślam się, że wynika ono ze specyficznej fabuły, która rozciągnięta jest na 140 minut, i której nie można porównać da standardowej formuły posiadającej duży zwrot akcji i rozwiązanie na końcu, przez co po mamy wrażenie, że gdzieś gubimy puentę. Pytanie jednak: czy kino niezależne mogłoby się tak nazywać, gdyby musiało starać się dopasować do wyznaczonych standardów? Ostateczny osąd pozostawiam Wam.

4star

Reklamy