Nie będę próbował nikogo przekonywać, że Prometeusz to świetne kino, każące z nadziejami czekać na kolejny film ze świata Obcego. Bo, umówmy się czytelniku, trochę się jednak szanujemy. Kolejna odsłona odświeżonej serii po pierwszych opiniach rodziła jednak nadzieję na odbudowę lekko zepsutego wizerunku – połączenie rozwiniętego wizualnie i mającego ambicję do zarysowania znacznie większego świata Prometeusza z archetypicznym horrorem w konwencji sci-fi, jakim stały się filmy Ridleya Scotta sprzed paru dekad.

Zatem skoro się szanujemy, nie będę silił się na delikatność – Przymierze zawodzi dokładnie tam, gdzie pokładano w nim największe oczekiwania. Nie przywraca klimatu starszych filmów, które nie zawsze zachwycały scenariuszem, ale potrafiły w odpowiedni sposób budować atmosferę narastającego zagrożenia – mam na myśli dokładnie to, na czym nieco nieudolnie wzorowali się twórcy Life. Wyposażony w imponujący budżet i kilkadziesiąt lat rozwoju efektów specjalnych Ridley Scott prezentuje nam paletę różnorodnych ksenomorfów – wszechobecnych i groźnych, ale raczej nie mrożących krew w żyłach potworów. Gdy wreszcie pokusi się na scenę rodem z Ósmego pasażera Nostromo, widz jest do reszty oswojony z próbą budowy atmosfery zagrożenia i los postaci jest mu raczej obojętny.

nuwst2efifia88gytcat
Gizmodo

Załoga wydaje się niekoniecznie rozgarnięta. Można zadać sobie pytanie jak wyglądają testy psychologiczne dla obsługi statku kolonizacyjnego, bo pod wpływem stresu część z nich zachowuje się jak średnio rozgarnięci gimnazjaliści. Jeśli przymkniemy oko na narzuconą im scenariuszem zagadkową logikę, aktorzy prezentują się… przeciętnie. Michael Fassbender nieco rozwija rolę z Prometeusza, czego z resztą można spodziewać się po jednym z głośniejszych nazwisk współczesnego kina. Poprawnie dzięki mocniej nakreślonym postaciom wypadają Katherine Waterson i Billy Crudup. Spodobała mi się postać Danny’ego McBride’a, który w postaciach na styku komedii i akcji ma chyba sporą przyszłość. Cała reszta stanowi tło, niezbyt umiejętnie urozmaicające scenerię. Mówiąc wprost – wpływają na ten film tak jak James Franco.

Ciężko jakoś konkretnie krytykować scenariusz, gdyż po prostu niewiele jest tu do powiedzenia. Historia idzie z punktu A do punktu B jasno wyznaczonym szlakiem. Wszystkie niespodzianki są spodziewane, plot twisty oczywiste, a ziewanie publiczności uwzględnione w pauzach. Neutralnie oceniam muzykę, która gdzieś tam jest, ale kompletnie nie zapadła mi w pamięć. Wielkie ukłony należą się za to Dariuszowi Wolskiemu i zapierającym dech w piersiach zdjęciom. Szerokie kadry, dobrze zaplanowane ujęcia we wnętrzach, niezłe sceny akcji – za kamerą zasiada najjaśniejszy punkt ekipy.

alien-covenant-trailer-breakdown14
SlashFilm

Obcy: Przymierze to nieco nostalgiczna podróż, jakich wiele ostatnio w repertuarach kin. Pomimo wszystkich jej niedoskonałości nie żałuję wyjścia do kina – to jednak wciąż ten sam świat, dla którego spieszyłem się z podwórka na emisję w Polsacie. Ridley Scott dokładnie wie, co chce zobaczyć widz taki jak ja, nie do końca ma jednak pomysł jak to pokazać, a wszystko raczej cierpi przez większe możliwości finansowe i technologiczne. Po odarciu z całego mitu starej serii to prosta opowieść o statku w kosmosie, lekkomyślnych decyzjach, walce z potworem i próbie ucieczki. Z bólem serca oceniam film jako „słabo-średni” i podciągam do pełnej gwiazdki dla Dariusza Wolskiego. I to po dłuższym wahaniu.

3star

Reklamy